Bory Tucholskie – Kaszuby – Mierzeja Wiślana – dzienniki rowerowe

SZCZEGÓŁOWY OPIS TEGO PROJEKTU ROWEROWEGO MOI CZYTELNICY ZNAJDĄ W LISTOPADOWYM WYDANIU MAGAZYNU ROWERTOUR. ZAPRASZAM DO KIOSKÓW!

 

Dzienniki rowerowe. O tym jak wybrałem się z kolegą Szymonem na kilkudniowy trip rowerowy przez Bory Tucholskie, Kaszuby i Mierzeję Wiślaną.

Dzień 1.

Dojeżdżamy o 12 autobusem firmy Polonus z Warszawy do Grudziądza. Skręcamy rowery, pakujemy się. W informacji turystycznej kupujemy drukowane mapy Borów Tucholskich i Kaszub. Czekam na ziomka pod centrum handlowym Alfa, który dosztukowuje ubiór rowerowy. Start. Przekraczamy Wisłę bardzo długim mostem, po drugiej stronie czekają już nas piękne krajobrazy. Jedziemy na północ przez Kujawy. Mijamy Warlubie. Jedziemy Borami Tucholskimi. Duże lasy, a niektóre drzewa połamane jak zapałki. Nie wiedzieliśmy, że dzień wcześniej przeszedł tędy huragan który zabił dwójkę harcerzy. Jedziemy pięknymi lasami wzdłuż meandrującej rzeki Wdy. Obóz rozbijamy nad dzikim jeziorem koło Skrzyni. Dwa piwka, kolacja z kuchenki gazowej. Jesteśmy kontent. Obserwuje gwiazdy w noc perseid. Naliczam ich 11!

Dzień 2.

Dalej lasami jedziemy na północ. Robimy przystanki na gofry nad jeziorami skrytymi między drzewami. Urocza okolica. W Starej Kiszewie stołujemy się w knajpie Viking. Po południu docieramy do Bartoszegolasu. Tam, na działce znajomych z Gdańska zostajemy na noc. Pływamy w jeziorze, pijemy piwka, w 12 osób gramy w palanta na wielkiej łące. Moja drużyna przegrywa ;-(. Noc sponsoruje droga mleczna, spadające gwiazdy i ognisko z opowieściami z przygód górskich.

Dzień 3.

Na śniadanie 12 osób zjada wielką jajecznice. Pogoda dopisuje, kace mijają, więc po 13 ruszamy w trasę. Na początek zwiedzamy Kaszubski Park Etnograficzny. Duży teren z typowymi dla Kaszub chatami, wiatrakami oraz drewnianym kościółkiem. Nastepnie podbijamy wielkie jeziora wdzydzkie. Wchodzimy na wielką wieżę z widokiem na trzy długie jeziora. Dookoła dużo januszy-wczasowiczów. Obieramy trudny szlak zboczem jeziora. Powalone drzewa i strome lasy utrudniają nam trasę. Dwa razy zdejmujemy sakwy, by przenieść rowery nad zwalonymi pniami drzew. Po 18 docieramy do Kościerzyny, gdzie wpadamy na lody i gofry. Stary rynek dudni od muzyki z okazji festynu, a my nawijamy makaron na uszy ładnym kaszubkom. Jest doprawdy wesoło. Nocujemy pod Stężycą, na brzegu pięknego jeziora, pod milionem gwiazd.

Dzień 4.

Wstając rano, nie wiemy jeszcze że dziś będziemy jeździć po rowerowym raju. Szwajcaria kaszubska wita nas przepiękną pogodą, małym ruchem samochodowym i krajobrazami polodowcowymi jak z Suwalszczyzny. Jeździmy tak w ciepły sierpniowy dzień pokonując liczne ostre podjazdy. Zjazdy też są ostre – na jednym udaje mi się osiągnąć rekordową prędkość – 56 km/h. Zjadamy lokalne potrawy w knajpie w Chmielnie, a pod wieczór dojeżdżamy do Przywidza. Zostajemy tam na noc u mojego wujka i rodzinki, wilka morskiego na działce, u którego wizyta zawsze jest miłym doświadczeniem. Przed zmrokiem objeżdżamy kolejne jezioro, a przy kolacji wlewamy w siebie piwka i nadrabiamy zaległości towarzyskie z rodzinką.

Dzień 5.

Zjeżdżając z Kaszub do Gdańska planujemy wyprawy górskie z moim kompanem. Gdańsk wita nas deszczem. Zjadamy pizze na ulicy Dugiej. Robimy ostatnie wspólne zdjęcie pod Neptunem. Jest iście butelkowa pogoda, więc wieczór spędzamy na gdańskim rynku pijąc piwo. Szymek wraca do Wawy, a ja zostaje na noc na Wrzeszczu pić whiskey i gadać z Wojtkiem o laskach.

Dzień 6.

Bujam się od rana z Kasią po Wrzeszczu. Odwiedzam ulicę Wajdeloty, dziś modny adres, a w latach 90tych miejsce moich pierwszych wakacji poza domem u dziadka w starej, poniemieckiej kamienicy. Odnajduje ten adres, nagrywam instastory. Jaram się, ile to czasu minęło, od kiedy byłem brzdącem i bawiłem się na tych podwórkach. Łazimy po Wrzeszczu, siedzimy w parku na ławce i wspominamy Brukselskie czasy z Kasią, gdzie się poznaliśmy. Po południu ruszam rowerem na Wyspę Sobieszewską. Bardzo dobry adres w pobliżu Gdańska na piękne, mniej ludne plaże. Jeżdżę po wydmowych lasach i cziluje na plaży, słuchając szumu morza. To już dwa lata jak nie byłem nad polskim morzem…

Dzień 7.

Opuszczam Wyspę Sobieszewską. Plażuje na Mierzei Wiślanej, na którą dostałem się promem. Czytam „Nieznośna lekkość bytu” Milana Kundery na plaży, przy szumu fal. Jest pięknie. Chce mi się żyć. Dopamina mi szumi w uszach. Myśli płyną swobodnie jak obłoczki na niebie. Śpię gdzieś w pięknym lesie przy plaży.

24

Dzień 8.

Wracam przez Żuławy do Elbląga. Tego dnia pokonuje 50 km. W Elblągu zjadam kebaba na ładnej starówce i wsiadam w polski bus do Warszawy. Bilans tripa to 450km.

mapa kaszub 2

Kliknij by przejść do interaktywnej mapy na serwisie BIKEMAP

SZCZEGÓŁOWY OPIS TEGO PROJEKTU ROWEROWEGO MOI CZYTELNICY ZNAJDĄ W LISTOPADOWYM WYDANIU MAGAZYNU ROWERTOUR. ZAPRASZAM DO KIOSKÓW!

 

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Bory Tucholskie – Kaszuby – Mierzeja Wiślana – dzienniki rowerowe

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s