Mój człowiek Adam

Zamek Nimroda to dla niego zamek Nemiroffa, na tanią linię lotniczą wizzair mówi wizir, a gadanie na skype to dla niego skajpajowanie. Król Baybur to Ray-ban, zamiast Liban mówi Libabon, a o istnieniu Zachodniego Brzegu nie miał pojęcia łapiąc stopa w jego centrum. Dlaczego z niektórymi chcemy spędzać czas, a inni zniechęcają do siebie na wstępie? Czemu niektórzy są zawsze na tak, gdy większość zawsze widzi milion wymówek, zamiast szukać możliwości? Z niektórymi chcemy się kolegować, bo mają w sobie dużo dobrej energii, podczas gdy inni trują atmosferę swoimi fochami. Ten gość zawsze jest na tak. Ma dużo entuzjazmu do życia, optymizmu i chęci do działania. Jest ciekawy świata i lubi ludzi.

Sam też wymyślił sobie nazwę swojego schorzenia: dyspodróżografia. Jak tu typa nie lubić?

Ten typ zawsze ma uśmiechniętą gębę. Jest chętny do każdej proponowanej szalonej akcji, a jego hurraoptymizm czasem przeraża tych naburmuszonych i bez błysku w oku. Ma w sobie nieskończoną ilość dobrej karmy po afrykańskich przodkach. Szuka możliwości, a nie wymówek. Czołowy warszawski bikiniarz, pierwszy do zaczepiania dziewczyn na Nowym Świecie, drugi po mnie do picia małpek gdzieś za winklem na Chmielnej. Ciekawy świata, inteligentny, rozsądny i zaradny. Ogarnia studia, prace, nowe sporty i kierunki podrożnicze. Nawet czytamy te same ksiazki (Mario Vargas Llosa)! Dlaczego wybrałem się w taką podróż z gościem, który wtedy nie miał zielonego pojęcia o samodzielnym podróżowaniu, jeździe na stopa, a Bliski Wschód znał tylko z Baśni tysiąca i jednej nocy?

Z okazji urodzin linii lotniczej wizzair (wizard :P) drugi bilet wpadł za frajer. Nie było zastanawiania się – szybki numerek z kartą kredytową i lecimy (uwielbiamy szybkie numerki). Na pokładzie samolotu śmiechu co nie miara, chcemy wysiadać ma żądanie, ale przycisku jak w autobusie nie znajdujemy. Podrywamy stewardesy, a inni pasażerowie śmieją się razem z nami. Podekscytowani lecimy daleko na południe, na przyczółek świata zachodniego na Bliskim Wschodzie. Energia którą razem wytwarzamy mogłaby zasilić reaktor atomowy.

Samolot schodzi do lądowania na lotnisku pod Tel – Awiwem.

Niemiła ale ładna pani celnik na wstępie zadała mi milion pytań o moją wizytę w Iranie (główny wróg Izraela) i dostałem pieczątkę na wjazd do Izraela.

W Tel-Awiwie plażowaliśmy dwa dni. W upalny lipiec 2014 roku nad wschodnim wybrzeżem Morza Śródziemnego chłodziliśmy się wielkimi arbuzami kupowanymi za drogie szekle. Bujaliśmy się nocą po uliczkach miasta, wśród białych budynków w stylu Bauhaus. Szerokie plaże pozwalały pozachwycać się pięknymi dziewczynami, pograć z nimi w siate i wypić piwko. Wielkie hotelowce i biurowce dawały trochę cienia w mieście które przypomina Miami wkomponowane w arabski krajobraz.

Zwiedziliśmy starą Jaffe w gronie innych turystów, wpadliśmy do doków przekształconych w hipsterską dzielnicę. Dwie noce zasponsorował Dror którego znaleźliśmy na couchsurfingu.

W Jerozolimie zaliczyliśmy wszystkie sakralne zabytki tego świętego dla kilku religii miasta. Mury starożytnej Jerozolimy skupiają święte miejsca Chrześcijan, Arabów, Ormian i Żydów. Odwiedziliśmy drogę krzyżową z sklepikami z plastikową tandetą turystyczną, Ścianę Płaczu, Bazylikę Grobu Świętego i Kopułę na Skale na Wzgórzu Świątynnym. Wikt i opierunek jednego wieczoru zapewnili Anat i Mordechai, sympatyczna izraelska para którą spotkałem pałętając się przez gruzińskie górskie ostępy na granicy z Azerbejdżanem. Podczas spacerów po Jerozolimie na własne oczy przekonaliśmy się co to znaczy ortodoksyjna dzielnica żydowska odwiedzając Mea Szarim. Zielony park z widokiem na izraelski parlament Kneset pozwolił trochę odetchnąć od skwaru przed wypadami na pustynię Negew.

Poza pociągiem na lotnisko oraz autobusem między Tel-Awiwem a Jerozolimą po Izraelu przemieszczaliśmy się autostopem. Po tych dwóch wielkich i ciekawych miastach przyszedł czas na zaznajomienie się z palestyńskim krajobrazem. Opuściliśmy spalone na popiół wzgórza Jerozolimy i wyruszyliśmy na południe. Omijając Beer-Szewę zapiaszczoną szosą przecinającą pustynię Negew dojechaliśmy do Mitzpe Ramon. Ten długi na 40 km krater, izraelski Kanion Kolorado wyjątkowo przypadł nam do gustu. W potwornym upale zorganizowaliśmy sobie 2 godzinny trekking przez jego środek, wypacając po drodze hektolitry wody. Pierwszą noc spędziliśmy na skraju krateru, w gęstym jak na pustynię lasku. Drugi dzień minął na łapaniu stopa przez pustynię Negew z przystankiem w Dimonie i punktem końcowym w Ein Gedi – kurorcie nad Morzem Martwym. Zasolone wody tego jeziora w którym nie ma żadnego życia pozwoliły nam się schłodzić po ciężkim dniu autostopowicza.

Mając wprawę w szukaniu dobrego miejsca na nocleg, rozbiliśmy nasz poliestrowy gigapartament na znalezionym materacu gdzieś w gaju palmowym z widokiem na Jordanię. Po poranku w słonym morzu, w którym spokojnie można czytać gazetę bez potrzeby pływania oraz zażyciu kąpieli i maseczek z błota ruszyliśmy dalej na północ. Podobno minerały zawarte w błocie na brzegu tego morza mają zdolności lecznicze. Nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy się nie wymazali błockiem jak dzieci w kałuży po wiosennym deszczu. Spędziwszy pół dnia przemieszczając się autostopem przez tereny Zachodniego Brzegu (West Bank) – Autonomii Palestyńskiej, po południu dotarliśmy do Tyberiady. Miasteczko to, typowy kurort nadmorski, niczym Benidorm lub Władysławowo oferuje lody, kebab i dmuchane zwierzątka wodne na licznych bulwarach wzdłuż mitycznego Jeziora Galilejskiego. Nie tego szukaliśmy w Izraelu, więc po bardzo długim spacerze wzdłuż promenady i kempingów pełnych kamperów rozbiliśmy się na południowej stronie jeziora, odnajdując spokój.

Kolejnego dnia wdrapaliśmy się na górę z której rozciąga się widok na Liban i cały Izrael we wsi Metula, zwiedziliśmy też ortodoksyjne miasteczko położone na malowniczym wzgórzu Zafet, po czym dojechaliśmy do kibuca Kfar Blum.

Zmierzaliśmy do Kfar Blum, na Wzgórza Golan. Nie sądziliśmy że zaakceptujemy to zaproszenie. Dwa dni wstecz, z Beer-Szewy do Mitzpe Ramon swoją skodą yeti podwiózł nas niejaki Avi. Półłysy fizyk mający racjonalne wytłumaczenie każdego zjawiska przyrodniego, politycznego i psychologicznego. Avi to przypadek jeden w swoim rodzaju. Chodzący fenomen, przykład prawdziwego Żyda. Średnio na bakier z religią, posiadający świetne wykształcenie w naukach ścisłych jest na dodatek bardzo uczynny i pomocny. Avi podwiózł nas 200 km i zaprosił do swojego kibuca. Będąc na północy kraju postanowiliśmy go odwiedzić. Dzięki gościnności tego na pierwszy rzut oka dziwnego gościa dowiedzieliśmy się bardzo dużo o historii Izraela, historii osadnictwa i kulturze. Poznaliśmy kilku jego przyjaciół, dziewczynę oraz kuzyna.

Przez trzy dni odpoczywaliśmy od skwaru i łapania stopa wśród zielonych terenów izraelskiej wioski. Codziennie skakaliśmy z wielkich drzew i lin nad nimi rozwieszonych do rzeki Jordan. Wygłupialiśmy się z gronem młodych Żydów, których rodziny rozsiały się po całym świecie. Graliśmy w kosza, rozmawialiśmy z mieszkańcami kibuca o początkach osadnictwa izraelskiego w Palestynie. Łapaliśmy gwiazdy i paliliśmy trawkę z Giorem, byłym żołnierzem, który przy dźwiękach gitary opowiadał nam o swojej niechlubnej służbie wojskowej.

Jeden dzień spędzaliśmy na odkrywaniu Wzgórz Golan.  Odwiedziliśmy ruiny Cezarei Filipowej położonej w pięknym wąwozie. Dzisiaj funkcjonująca pod turystyczną nazwą Banias w czasach starożytnych była ważnym miastem na rzymskim szlaku między Egiptem a Turcją. Banias to zielony kompleks z stanowiskami archeologicznymi oraz krótkimi szlakami wzdłuż wąwozu oraz turkusowe wodospady. Po południu wdrapaliśmy się na wzgórze na którym od wieków władcy muzułmańscy rozbudowali twierdzę znaną jako zamek Nimroda. Położony na zboczu góry Hermon od XIII wieku służył muzułmanom jako przyczółek do kontroli okolicznych terenów lub ochrony karawan. Przed zmrokiem odwiedziliśmy syryjską wioskę Majdal al-Shams gdzie zrobiliśmy zdjęcia wesołym druzom. Tuż przed przepięknym zachodem słońca zdołaliśmy jeszcze odnaleźć jezioro wypełniające krater wulkaniczny, poznać spacerujące syryjskie dziewczyny i wrócić na noc do kibuca. Odległości w Izraelu są niewielkie, a transport nie zajmuje dużo czasu, biorąc nawet pod uwagę łapanie stopa.

Pod koniec dziewięciodniowej wycieczki zwiedziliśmy zamkniętą w średniowiecznych murach Akrę oraz nowoczesną Hajfę. W czasie naszego pobytu w Izraelu trafiliśmy na kolejny epizod konfliktu izraelsko-palestyńskiego. W ciągu tygodnia można było zaobserwować wzmożony ruch wojsk lądowych ku granicy z Gazą, latające myśliwce oraz kilka rakiet wystrzelonych ze Strefy Gazy ku izraelskim miastom. Na szczęście dla nas izraelski system ochrony przeciwrakietowej skutecznie zestrzeliwał każdy pocisk, o czym przekonaliśmy się na własne oczy. W takich momentach syreny zainstalowane w dużych miastach włączają się, co nakazuje schować się w jednym z wielu schronów.

W ciągu dziewięciu dni przejechaliśmy cały Izrael dobrze przy tym się bawiąc. Pomijając fakt, iż ostatniego dnia zgubiłem okulary korekcyjne podczas walk z falami w Morzu Śródziemnym wyjazd był iście relaksujący (mam prawie minus cztery i widzę na odległość wyciągniętej ręki).

Jeden gość nie może grać w kosza bo mama mu każe sprzątać pokój. Inny nie pojedzie na trzy dni na fiordy bo jego dziewczyną będzie zazdrosna, że spędzi czas lepiej że mną, niż z nią. Kolejny mówi że ma za mało kasy, chociaż w weekend wydaje na balety więcej niż ja w rok na ubrania. Inny mówi że się boi Arabów i nie pojedzie na Bliski Wschód. Do Grecji nie, bo kryzys, na Ukrainę nie, bo wojna.

Adam to mój człowiek, bo jest zawsze chętny do działania. Na dodatek zawsze wytwarza dobrą atmosferę. To jest człowiek, który jest na tak. A to cenie w ludziach i takimi chce się otaczać. Chociaż nie miał wtedy żadnego doświadczenia w samodzielnym podróżowaniu, nie zastanawiałem się ani chwili, że jest odpowiednią osobą do wspólnego zdobycia Izraela.

„Surround yourself with people who inspire possibilities”

 

Zdjęcia cyfrówka Adama, obróbką moją.

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Mój człowiek Adam

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s